Jak ja patrzę na anoreksję
Jako dziecko już byłam strasznym "niejadkiem''. Nawet wysiłki babci, która wymyślała dla mnie coraz to nowsze potrawy- nie przynosiły efektu. W przedszkolu zawsze najdłużej ślęczałam nad posiłkiem ( co miało jednak swoje dobre strony- unikałam leżakowania, którego nienawidziłam) W szkole było lepiej- obiady sobie odpuszczałam, darzyłam śniadaniami kolegów i pobliskie zwierzęta. Nikt chyba nie spostrzegał mojego zachowania jako choroby. Chyba słusznie. Jako nastolatka już jem normalnie i korzystam z dobrej przemiany materii jaką posiadam. Niewiele jednak brakowało by zwykłe ''nie jadztwo'' zamieniło się w ''jadłowstręt'' czyli potencjalno anoreksję. Anoreksja nie jest niczym dobrym. Gdy myślę ''ANOREKSJA'' to rysuje mi się widoczna, gruba linia między byciem szczupłą a chudą. To już nie jest zwykłe odchudzanie, które prowadzi niemal każda z kobiet. To maniakalne odchudzanie prowadzące do wyniszczenia ciała i psychiki. Przeraźliwie chude ciało przestaje już nawet być pociągające..